TopLista stron o C.S.Lewisie

Najlepsze strony o tematyce Fantasy
Toplista stron poświęconych fantastyce
Najlepsze strony o literaturze - RANKING



FANTASY INACZEJ...


Gdy Feniks wstaje o świcie…
czyli prawdziwe oblicze polskiej premiery „Harry’ego Potter’a”

Na pytanie: „Co ostatnio zaprząta głowy wszystkich polskich Potteromaniaków?”, nawet kompletny Mugol odpowiedziałby bez wahania: „Zakon Feniksa!” Niemal każdego fana fantasy ogarnęło wielkie przedpremierowe szaleństwo, powstałe wokół polskiego wydania V części przygód „Harry’ego Potter’a”. Na koniec stycznia zapowiadano wielkie pokazy, imprezy atrakcje i wywiady, rozpoczynające się równo ze wschodem słońca… Jak jednak było NAPRAWDĘ? Postanowiłam przekonać się o tym osobiście!



Dnia 31.01. każdy Potteromaniak, stanął przed wyborem jednej z dwóch możliwości spędzenia tego (z założenia…) niezwykłego poranka. Pierwszą było pozostanie w rodzinnym mieście, „odczekanie swojego” w czteroosobowej kolejce miejscowej księgarni, a po powrocie przeklęcie największej atrakcji dnia – zakładki dorzuconej do książki jako
g r a t i s…

Można też było udać się do większego miasta, w miejsce „oficjalnych” premier, z nadzieją przywitania świtu nieco i n a c z e j. Właśnie ten drugi sposób wybrałam JA…

Pomijając więc te 350 km dzielące Zabrze od Warszawy, śnieżycę szalejącą za oknem przez całą drogę i głos z radia (wątpliwie) pocieszający, że: „Czesi mają przecież gorzej!…” - zacznijmy naszą relację nad ranem, już w Stolicy, na Gdańskiej 2.

Jest więc godzina 7.22, a ja, po raz pierwszy będąc na warszawskim Żoliborzu… z trudem powstrzymuję przysłowiowy „ataku śmiechu”. Znalazłam się oto bowiem przed najmniejszą k s i ę g a r e n k ą, którą w moim piętnastoletnim życiu przyszło mi oglądać, a której przechodnie nie zaszczycali nawet krótkim spojrzeniem… „I to ma być ta WIELKA PREMIERA?” – pomyślałam, rozglądając się jednocześnie za plakatem, bilboardem lub CZYMKOLWIEK, co pozwoliłoby mi przypuszczać, że jednak ta część Stolicy nie posiada więcej ulic „Gdańskich” i że trafiłam w dobre miejsce.
Andrzej Polkowski - tłumacz. . .
Zdążyłam jeszcze odczytać ze znajdującego się nade mną szyldu: „Księgarnia Sarmacka”, gdy wtem – jakby wysłuchawszy moich próśb – na pobliski chodnik podjeżdża biały samochód, z wielkim napisem „Harry Potter” na jednym boku, a „Wydawnictwo Media Rodzina” na drugim.

. . . i MOJE spotkanie z nim :)

Moje nadzieje szybko się jednak rozmywają – oto bowiem wysiada z niego człowiek przywodzący na myśl raczej zbiega ze starego westernu, niż przedstawiciela wydawnictwa książek dla dzieci… Zerkając (podobnie zresztą, jak wszyscy) to na jego wielki cowboyski kapelusz, to na skrzętnie zawinięte pakunki, które ze sobą przywiózł, odprowadzam go zdezorientowanym wzrokiem w kierunku drzwi księgarni, za którymi też po krótkiej chwili znika.

Wkrótce podwoje „Sarmackiej” otwierają się także dla przeciętnych śmiertelników i tłum (z trudem) wpada do środka.
Najpierw czekała nas jedna kolejka – po długo oczekiwany „Zakon Feniksa”, potem zaś druga – po autograf… samego Andrzeja Polkowskiego! I przyznam się szczerze, że nie było dla mnie do końca jasne dlaczego tak sławny człowiek spędza premierę w takiej – powiedzmy wprost – k l i t c e.
Na razie wiedziałam tylko, że jest to pierwsze z czterech miejsc, gdzie w czasie premiery, gościć miał ów świetny tłumacz, znany fanom fantastyki nie tylko z przekładu pięcioksięgu o Potterze, ale oczywiście także „Opowieści z Narni”! Cała sytuacja miała wyjaśnić się chwilę później…

Teraz bowiem drzwi księgarni otworzyły się ponownie, do środka wparowali z impetem dziennikarze „Super Expressu”, i nareszcie można było poczuć, że jest się na Wielkiej Premierze!
W tym miejscu ponownie pojawiły się dwie możliwości – znaleźć się w świetle fleszy lub… poza nimi, zgrzytając zębami… Ja (czy mogło być inaczej?;)) znalazłam się w pierwszej sytuacji. Po małej sesji zdjęciowej można było ponownie powrócić do kolejnych punktów premiery. (Korzystając z okazji – moje, i nie tylko moje, „najserdeczniejsze” pozdrowienia dla dziennikarzy „SE”, którzy zdjęć tych jednak nie zamieścili! :] )
Od lewej: Eternity, Portia, Madam X (Prywata;)
A kolejnym – niezaplanowanym, jak zresztą większość – jej punktem było ostateczne wyjaśnienie się sprawy księgarenki… goszczącej nas zresztą już od ponad 2 godzin! Jak okazało się po dłuższej rozmowie, jest to jedne z pierwszych (o ile nie pierwsze!) miejsc, które oczarowała magia Harry’ego Potter’a. Rodzina ją prowadząca, zainteresowała się tymi powieściami wtedy, kiedy większość osób w Polsce nie miała jeszcze ani o nich, ani o J.K.Rowling zielonego pojęcia! Gdy więc właścicielka opowiedziała nam już całą historię o tym, jak zaczęła pisać recenzje nikomu nie znanych książek fantasy, jak w jej ślady poszła „Rzeczpospolita” i jak to wszystko potoczyło się aż do dnia dzisiejszego – księgarenka wydała się o wiele, wiele większa, niż dotychczas! :)
Do dzisiaj zastanawia mnie jednak tylko jedno - czy historię tego miejsca zna choć skromna część osób, które trafiły na warszawki Żoliborz i miały okazją odwiedzić „Sarmacką”?…

I jeszcze trochę "Prywaty" ;)


Wkrótce przyszło nam się niestety żegnać z tą – teraz już magiczną – „klitką”, jej właścicielami, a nawet całym Żoliborzem – czekały przecież kolejne atrakcje! :)

Zaraz po wyjściu z księgarni „mignął” nam przed oczami Magiczny Zabytkowy Tramwaj – jeden z wielu przygotowanych przez Media Rodzina specjalnie na tę okazję. Jak dla mnie nie był on ani magiczny, ani zabytkowy, ale cóż… każda premiera musi mieć przecież swoje minusy.

Teraz należało już tylko przedostać się przez korki i tłumy zdezorientowanych przechodniów (czy naprawdę „potterowska” grupka ludzi to aż tak dziwne zjawisko? ;) aż na drugi koniec zatłoczonej Warszawy, by dotrzeć na ulicę Bracką do jednej z większych księgarni Stolicy -Traffic Club. Było to kolejne miejsce, gdzie gościł Andrzej Polkowski.
Tu bowiem miał on nie tylko spotkać się z fanami książek Rowling, ale także… swojej własnej – „Tezaurus-Harry Potter”. I właśnie tak: podpisującego ją po raz n-ty zastaliśmy tłumacza ponownie, lecz tym razem już w towarzystwie współautorki „Tezaurusa…” i młodego rysownika, którego prace można było podziwiać nie tylko na książkowych stronicach, ale także porozwieszane po całej sali. Premiera zyskała więc w końcu odpowiednią „otoczkę”, przy czym całego obrazu dopełniała jeszcze biegająca po wielopiętrowej księgarni osoba pana Wojciecha Cejrowskiego („Z kamerą wśród ludzi”). Jednak to ostatnie, to już raczej nie wiadomo w jakim celu…
Nie będę już opisywać jak niemal z otwartymi ustami ogląda się prace wspomnianego rysownika, nie będę także „przeciągać” tej relacji opisami długiego pobytu w kawiarniach, czy też następnego morderczego przedzierania się przez warszawskie korki, by dotrzeć w kolejne miejsca związane z premierą.
Opisywać chyba nie trzeba? :)
Z całą pewnością był to bowiem dla każdego dzień pełen wrażeń - niezależnie od tego, GDZIE spędzał ten niezwykły poranek… (różnica była może tylko w godzinie świtu;) Jednak, tak naprawdę, Warszawa (jak i cała Polska) nie przygotowała – zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami – wymyślnych imprez, a odnoszę wrażenie, że tylko szczyciła się obecnością tłumacza. Relację tą zakończmy więc także i my obrazem pana Andrzeja Polkowskiego znikającego powoli za drzwiami księgarni, ale wcześniej zapewniającego jeszcze: „Czekam na następnego Potter’a!”


Autorka: Eternity
Aktualizacja: 04.02.2004r.


< < Powrót do strony głównej